Bezmiechowa i Orłowo

Bezmiechowa i Orłowo

W ciągu jednego tygodnia dane mi było latać modelami na żaglu w tych dwóch kultowych dla II RP miejscach.
Najpierw internety pogodowe pokazały, że 24 i 25 września ma w Bezmiechowej pięknie wiać z południa oraz ma być ciepło i nie padać. Jakoś znalazł się dla mnie ostatni wolny pokoik na poddaszu w hoteliku szybowcowym Politechniki na szczycie – miejscu gościnnym dla modelarzy. Na miejscu byli już znani gronu F3F Rysiu Miskiewicz, i Krzysztof Wilkosz, oraz inni modelarze.
Minąłem się też z Kubą Burym, który był dzień wcześniej, ale nie trafił na takie super warunki.
Zabrałem starego Lunaka, Respecta Evo i na wszelki wypadek lekkiego elektryka. Ale żadne napędy nie były potrzebne – prognoza się sprawdziła – wiało 5-9 m/s. W powietrzu panował ruch – latały makiety Jaskółki, Muchy 100, Promyka i Lunaka oraz rasowe „eftrzyefy”. Szacunek budziła zwłaszcza akrobacja Promykiem w wykonaniu Rysia – świetny model prowadzony bardzo pewna ręką. Na okrągło odbywały się też starty grawitacyjne i loty żaglowe „dużych” szybowców. Ale miejsca w powietrzu nie brakowało, widoczność była dobra, widok na Bieszczady piękny. Dodatkowym ułatwieniem dla modelarzy jest możliwość trzymania modeli w stanie zmontowanym w pomieszczeniu laboratorium na poziomie startowiska. Przy startowisku jest też dobra restauracja i zimne piwo. Czego chcieć więcej? No ale sobotni deszcz i zmiana kierunku wiatru przerwała sielankę – naszczęście tylko do piątku.

W piątek wybraliśmy się do Orłowa z Jurkiem Pfeiferem i Piotrem Kozakiem. Zbocze w Orłowie jest na wschodni kierunek wiatru z niewielką południową odchyłką. Jest tam znane startowisko paralotniowe. Generalnie miejsce jest dość wymagające i dla doświadczonych pilotów, ale odkąd rozebrano przedwojenne przebieralnie na klifku i zlikwidowano wysokie pale na plaży – zrobiło się całkiem znośnie. Obecnie mamy do dyspozycji ok 100 m porośniętego trawą morską zbocza i dość szeroką plażę na przedpolu. Zaś wysoki brzeg po obu stronach startowiska ciągnie się kilometrami, po lewej przekraczając 60 m wysokości, wszystko to razem dobrze pracuje. Lądowanie w laminarnej strudze mimo ciasnego miejsca, nie jest wcale takie trudne. No i publika odgrodzona od „lataczy” barierką. We trójkę wykonaliśmy po kilka długich lotów z gwizdem i „bimbaniem”.
Tuż obok startowiska jest pomnik gen. Orlicz Dreszera, który rozbił się tu o morskie fale samolotem RWD 9 w roku 1936 lecąc na spotkanie żony wracającej z morskiej podróży.
Było tak fajnie, że w sobotę z Piotrem Kozakiem zdecydowaliśmy się na udaną powtórkę latania, tym razem dzieliliśmy powietrze z paralotniarzami.

Doktor

Podziel się z innymi