Polski North Cape czyli Obelisk Północy

Polski North Cape czyli Obelisk Północy

Po całodobowym szpitalnym dyżurze Doktor zapragnął świeżego powietrza. Okazało się, że świeżego powietrza z odmiennego powodu potrzebuje też Kierownik.
Pobieżne obserwacje terenowe wskazywały, że świeże powietrze z dość dużą prędkością porusza się z kierunku północnego z niewielką zachodnią odchyłką.
Na jego spotkanie Kierownik i Doktor udali się w niedzielę rano do Jastrzębiej Góry. Radiowe ostrzeżenia o sztormie i przelotne gradobicia ich nie zniechęciły. Postanowili wypróbować powstałe nie tak dawno temu startowisko paralotniowe w miejscu nieistniejącej Willi Becka, która dwanaście lat temu osunęła się z klifu. Miejsce to znajduje się na końcu ul. Słowackiego w samym centrum Jastrzębiej Góry. Obecnie osuwisko jest uporządkowane, klif wolny od drzew, wyrównany i porośnięty trawą na długości nieco ponad 100 m. W połowie wysokości klifu znajduje się pozioma szeroka na ok 5 m pólka porośnięta wysoką trawą umożliwiająca bezpieczne lądowanie nawet przy silnym wietrze. Startowisko to jednocześnie najbardziej na północ wysunięty punkt Rzeczpospolitej, co jest uhonorowane zlokalizowanym obok Obeliskiem Północy.
Na miejscu okazało się, że wieje 15-18 m/s. Doktor dobalastował Respecta na maksa i z trudem dotaszczył go na start. Trzeba powiedzieć, że czterdziestometrowy klif przy tej prędkości wiatru generuje prąd wznoszący o niezwykłej sile i można by uzyskać super czas, nawet jak bazy by były ustawione 100 m jedna nad drugą i latane by było w pionie.
Radocha i emocje związane z lataniem w takim cugu pozwalają nawet zapomnieć o marznących na drążkach łapach.
Następnie udaliśmy się na zachód do wejścia 25, gdzie odbyły się MP w 2015 roku. Klif tu jest niższy, ląduje się na plaży. Niestety silny wiatr porywał tak dużo piachu z plaży, że drążki w nadajnikach szybko się pozacierały i poblokowały i trzeba było lądować, bez czucia „neutrum”. Poniżej w wielkich sztormowych falach zażywała kąpieli radosna grupa „Morsów”, co utwierdziło Doktora i Kierownika w przekonaniu, że ze swoimi samolocikami nie są jednak największymi świrusami we wsi.

Podziel się z innymi