Mistrzostwa Świata F3F 2016 Dania

Mistrzostwa Świata F3F 2016 Dania

Strona organizatora: www.wcf3f.dk
Wyniki: www.f3xvault.com

Nasza reprezentacja w składzie Kamil CHIPCZYŃSKI, Leszek DURCZAK, Antoni KANIA i Jerzy MATACZYNO dotarła na Pre-contest w sobotę punktualnie na zbocze. Niestety zawodnicy czekali na wiatr dłużej niż latali. Wylatano jedną niecałą kolejkę. Z naszej reprezentacji tylko jeden zawodnik Jerzy miał okazję przewietrzyć model. Trudno było nazwać wyścigiem loty kolejnych zawodników. Największą przyjemność w tym dniu sprawiało latanie modelami piankowymi.
W niedzielę niestety nie było lepiej. Nie udało się rozegrać czterech kolejek lotów. W związku z nieregularnymi, zmiennymi warunkami atmosferycznymi i nie ukończeniu drugiej oraz kolejnych rund podzielono pierwszą kolejkę na grupy i na jej podstawie wyłoniono zwycięzców.
Na szczęście MŚ obfitują w wiatr. Zmieniamy zbocza w zależności od kierunku i latamy. Pierwszy dzień zawodów uskrzydlił naszą ekipę. Antek z Kamilem poprawili swoje rekordy życiowe. W drugiej rundzie Antek poleciał 35,78 s. co było drugim czasem całej rundy, natomiast Kamil w trzeciej rundzie uzyskał swój najlepszy czas 37,62 s. Po czterech kolejkach organizatorzy zdecydowali o zakończeniu rywalizacji w pierwszym dniu. Powodem była rosnąca odchyłka i utrudnione lądowanie pod zachodzące słońce. Wróciliśmy do domu zadowoleni bez strat w sprzęcie. Czekała na nas wspaniała obiadokolacja przygotowana przez naszych kolegów z ekipy czeskiej. Knedliki z gulaszem i czeskie piwo. Nie wszystkie zespoły miały tyle szczęścia. Kilka modeli uległo uszkodzeniu w trakcie lotów konkursowych oraz przy utrudnionym lądowaniu (turbulencje i boczny wiatr).
Optymistycznie zakończony dzień zbiegł się z urodzinami naszego juniora. Poza kolacją świętowaliśmy przy urodzinowym torcie sukcesy tego dnia. To już staje się tradycją, że Antek obchodzi swoje urodziny na zawodach. W zeszłym roku była Rugia w tym roku MŚ w Danii. Przy okazji życzymy naszemu juniorowi wielu sukcesów na zboczu i w życiu codziennym. No i gratulujemy mamy, która ciągle dba o modelarską pasję Antka, co widać na jednym ze zdjęć, na którym jest Antek z prezentem urodzinowym.

(autor: Monika i Kamil)

MŚ dzień drugi i trzeci…

Anulowanie drugiej kolejki z powodu złożonego przez Amerykanów protestu mocno „zabolało” kilka ekip w tym naszą i czeską. Pech chciał, że w tej rundzie Antek zrobił swoją życiówkę. Morale ekipy uratowała mama Antka przygotowując nam gorący posiłek. Pozostało nam sprawdzić sprzęt i zmobilizować się do dalszej walki. Po naradzie postanowiłem zmienić ustawienia mojego modelu i z pomocą kolegów z zespołu przestawiłem dosłownie wszystko. Spać poszedłem dopiero po północy.
Ranek i dzień zaczął się nerwowo. Jurkowi niemalże zabrakło paliwa i musieliśmy w drodze na start odwiedzić stację benzynową. W trakcie dojazdu na kolejny z licznych klifów, Jerzy postanowił staranować mocowanie słupka blokującego wjazd na drogę dojazdową do zbocza. Okazało się, że auto jest na tyle pancerne, że poza porysowanym podwoziem innych strat nie było. Ten dzień okazał się dla nas bardziej łaskawy. Dobre czasy uzyskiwaliśmy w 5 kolejnych rundach. Antek mimo, że nie miał swojej kolejnej 3x.xx, to latał szybko i niewiele tracił do prowadzących. Jerzy po drobnej pomyłce w jednej z rund w kolejnej odgryzł się na tyle, że nie było nikogo komu udałoby się pobić jego wynik, zanotował pierwszy 1000 pkt na konto swoje i naszego teamu. Leszek też odrobił część strat z poprzednich dni. Zmiany w ustawieniach mojego FS-5 przyniosły również pozytywne efekty. Czasy nie przyniosły 1000, ale nie pogrążyły mnie. Podskoczyliśmy również w klasyfikacji zespołowej i zachowaliśmy szansę na dobry wynik.
Zmobilizowani wróciliśmy do domu. Carbonara i spagetti zregenerowały nam siły na kolejny dzień. Dziś w kuchni mieliśmy dwóch szefów: mamę Antka i Filipa z ekipy czeskiej. Jurek postanowił na kolację zaserwować mięsiwo z grilla. Dzień zakończony, akumulatory się ładują w modelach, my omawiamy taktykę na jutrzejszy dzień. Kolejna część relacji z kolejnych dni wkrótce. Trzymajcie za nas kciuki! Dajemy z siebie i sprzętu 110% mocy.

(autor: Kamil)

MŚ dzień czwarty…

Dziś kolejny dzień zawodów. Morale zespołu bardzo dobre. Plan prosty – walczymy o lepsze lokaty zespołową i indywidualne. Na zboczu wieje niby tylko 14 m/s. Napór wiatru na tak wysoki klif powoduje to, że podejście do krawędzi z modelem sprawia problem mimo, że modele załadowane są w zasadzie „po korek”. Jerzy przynosi mi do FS’a trzy kawałki wolframu. Moje ołowiane klocki ważą sporo za mało. Pakuję FS’a na maksa i jadę. Jest kolejna 40tka. Jerzy nie kręci nosem, to znaczy, że jest OK do lądowania. Przy podejściu na wysokości 2m obraca mi model o 90 stopni i wbija skrzydłem 25 centymetrów w ziemię. Niestety ziemia okazuje się twardsza niż piasek na wydmach i mam robotę na wieczór. Jurek kręci nosem – fryc do remontu. Trzeba wziąć drugi model. Niestety auto stoi pod klifem i trzeba dreptać. Na górze szybka wymiana modelu i znów się lekko zdenerwowałem. W ferworze balastowania urywam przewody od wtyczki i znów wycieczka ze skrzydłem do lutownicy, która oczywiście jest gdzie – w aucie Jerzego pod klifem. Do końca dnia robię jakieś cztery wycieczki, to po Respecta, to polutować kolejną wtyczkę bo przy kolejnym lądowaniu motylek i …. Mam wiec dwa modele do naprawy. Spadam o kilka pozycji i jestem zawiedziony.
Czwartek do bardziej udanych dni może zaliczyć Toniczek czyli Antek, Jerzy i Leszek. Po średnio udanych poprzednich dniach dziś trafiali lepiej. Modele latają szybko i uzyskują lepsze czasy. W jednym z lotów Jurka ponosi fantazja i nie trafia w bazę. Wykonuje akrobację i zalicza wesoły czas.
Antek chce powtórzyć czas z anulowanej kolejki. Dusi FS-5 i niestety trafia stówkę za nadmierną prędkość i straszenie sędziów. Leszek ma zamiar obedrzeć Respekta z farby. Robi życiówkę 35,8 s. Zielenina Leszka odrabia straty. Robi kolejne kilka znakomitych czasów i Leszek pnie się w górę.
Po powrocie do domu kolejny świetny posiłek autorstwa mamy Antka i eliksir młodości i zdrowia na deser.
Jerzy musi pokleić swojego obitego FS’a. Ja staram się doprowadzić do użytku swojego FS-5. Szykuje długi wieczór.
Podsumowując Jurek i Leszek grzebią się w klasyfikacji indywidualnej do góry. Ja z Antkiem spadamy nieco w dół, ale dramatu nie ma.
Towarzystwo, które okazuje niezadowolenie widząc 4 na początku wyniku wysokie wymagania swoim rywalom. Jutro jest kolejny dzień i trzeba wierzyć, że będzie to dobry dzień dla naszej ekipy.
Trzymajcie za nas kciuki. Będziemy walczyć do końca.

(autor: Kamil)

MŚ dzień piąty…

Dziś przebrnęliśmy przez kolejny dzień zmagań. Górka ta sama, wiatr też. Zaczęliśmy od dokończenia kolejki z dnia poprzedniego. W tej grupie byli Antek, Leszek i Jurek.Plan był prosty: uzyskać jak najlepszy wynik. Jurek zrobił swoje a Antek poprawił wynik Jerzego i zainkasował 1000 pkt. Tym optymistycznym akcentem zaczęliśmy rywalizację. Ja po wczorajszych niepowodzeniach postanowiłem polatać Vertigiem. Skleiłem naruszony bagnet motylka i starałem się trzymać przynajmniej w połowie stawki. Niestety przy Helge, Torstenie i innych latających jak automaty nie jest to proste zadanie. Rundy mijały jedna po drugiej. Na zmianę latam i robię za pomocnika. Antek zachowuje czyste konto Jerzy w jednej z kolejek nadłamuje nosek w FS5. Klei go na kolanie i lata dalej, przy okazji zaliczając kilka dobrych czasów i jeden niedolot. Leszkowi nie wychodzi jedno lądowanie i model wylatuje poza strefę lądowań noskiem. Doskakuje do niego sędzia z aparatem i Leszek ma 0 za lot.
Dzień mija całkiem szybko. W ostatniej kolejce po 8 bazach widzę jak motylek w moim modelu zmienia kąt w zakresie od 120 do 80 stopni. Mimo, że model leci na ok 40s staje przed wyborem ryzykować do końca czy odpuścić sobie. Wyciągam Vertigo w górę i delikatnie dolatuję ostatnią bazę, żeby wyjść ze strefy, w której są zawodnicy. Niestety na podejściu do lądowania wiatr składa motylka, a przy masie modelu bliskiej 5 kg szanse na bezpieczne lądowanie są raczej niewielkie. Model ucieka w bok ja otwieram hamulce i lotkami wprowadzam model w kora. Spada sobie niesterowany dwa pola dalej. Wbija się po skrzydła i kadłub jest teraz 3-częściowy i do tego uszkodzony bagnet. W pościg za modelem pędzi 2 sędziów z aparatem. Fotka na dowód, że model wylądował poza strefą lądowań, no i mam pierwsze 0 i kompaktową wersję modelu, która mieści się wygodnie w plandece Leszka. Pocieszam się, że w trakcie zawodów nie jeden z zawodników porozbijał modele. Dziś również Lukas w locie konkursowym zaliczył kreta i skasował już 2-gi model. 21 kolejek przy takim wietrze zebrało żniwa w sprzęcie i można powiedzieć, że prawie każdy coś poobijał lub pozbierał do reklamówki.
Jutro kolejne dwie kolejki i kończymy Mistrzostwa Świata F3F 2016.

(autor: Kamil)

MŚ dzień szósty…

Dzisiaj rozegraliśmy trzy kolejki lotów. Tym razem na zboczu, które nie przypomina zupełnie klifów, które są tutaj na każdym kroku. Zbocze przy ośrodku, w którym odbywało się otwarcie Mistrzostw Świata. Zbocze jest oddalone o kilka kilometrów od morza. Z lewej strony jest dość niskie a w miarę przesuwania się do prawej jest coraz wyższe. Kilkadziesiąt metrów za baza znajduje się na nim pas lasu. Po rozpoczęciu zawodów wiatr był dość mocny ok 10m/s i na prawej bazie „A” nieprzyjemnie świeciło słońce, które wielu zawodnikom sprawiało problemy. W pierwszej rundzie rywal Antka z klasyfikacji juniorów wlatuje w słońce i oślepiony wbija model w ziemię poza bazą B. Jest bardzo rozżalony. Mało szczęścia ma Leszek jego Respect zapala w termice niestety robi niedolot na bazie A, popełnia szkolny błąd poprawiając bazę do zbocza i kończy na pełnym gazie w drzewach. No cóż jest kolejne zero. Faworytom wiedzie się również różnie. Helge leci ponad 40, Torsten pokazuje klasę i robi lepszy czas. Podobnie wygląda kolejna runda. Antek robi swoje, Jerzy również ja poprawiam się o kilka sekund a Leszek kolejnego Respecta umieszcza w drzewach po takim samym błędzie jak w rundzie pierwszej.
Impreza dobiega do końca. Jerzy osuwa się w klasyfikacji, Antek również nieco spada, ja utrzymuję swoją marną pozycję, a Leszek wygrywa ranking w zdobywaniu zer – ma ich już sześć. Zawody kończą się. Pakujemy manele i idziemy do auta, a Leszek wchodzi na drzewo po Respecty wyglądają niezbyt optymistycznie.
Pakujemy się i lecimy szykować się na zakończenie i bankiet. Przecież mamy złoty medal w klasyfikacji juniorów dzięki Antkowi.

(autor: Kamil)
Podziel się z innymi