Na wybrzeżu

Na wybrzeżu

Właściwie to już od piątku podgrzewaliśmy atmosferę wspólnych lotów gdzieś na północnych zboczach. Dzisiejsze poranne prognozy zdecydowanie wskazywały na wiatr z NW do NNW, więc Doktor ostatecznie zarządził wyjazd do Karwieńskich Błot.

Do Teamu podróżników dołączył Pit, Andrzej oraz Kierownik. Wszyscy pięknie zapakowali swoje szybowce do Doktorowego bagażnika i ruszyliśmy w drogę. Pogoda i wizja lotów w Karwieńskich wprawiła nas w doskonały nastrój i przez całą drogę serwowaliśmy sobie wzajemnie dowcipy. Niektóre z nich były naprawdę mistrzowskie 🙂

Jak się okazało na miejscu, Doktor sam sobie zrobił największy dowcip. Zabrał kadłub, bagnet, nadajnik, stateczniki , a nawet balast, ale zapomniał o … skrzydłach. Do końca nie mamy pewności, czy doskonałe samopoczucie Doktora po tym odkryciu było spowodowane lekką atmosferą podróży, czy też zaplanowaną wcześniej możliwością uroczej natury plażowania (Doktor zabrał ręcznik plażowy!).

Głowy nam na zboczu nie urywało. Jednak Doktor chętnie przejął stery New Stinga, potem 500-konnego Freestylera. Wszyscy polataliśmy.

Podróże z Doktorem nie należą do zwykłych. Najpierw pewnymi bezdrożami, potem lekkimi drożami, dotarliśmy do głównej drogi prowadzącej do Rozewia i Chłapowa. Widok z tamtejszych 50 metrowych klifów umiejscowionych na terenie tzw. Lisiego Jaru wszystkich nas oczarował. Miejsce przepiękne, jednak niezbyt przyjazne nawet F3F’owi.

Do domów dotarliśmy po 1,5h podróży (w równie lekkiej atmosferze), zdecydowanie odprężeni i zrelaksowani 🙂

Do pełni szczęścia zabrakło nam jedynie  Syren, które o tej porze roku zwykle wyłaniają się morskiej piany. Cóż … może następnym razem.

Podziel się z innymi