Gniewino po raz kolejny

Gniewino po raz kolejny

Ostatni okres absolutnie odstaje statystykami od tego do czego się przyzwyczailiśmy przez kilka ostatnich lat. Zimowe latanie zawsze kojarzyło mi się z klifem lub pięknymi wyjazdami na Mierzeję Wiślaną do Krynicy albo jeszcze dalej do Piasków. Loty tradycyjnie kończyliśmy konsumując lokalne potrawy w przytulnej knajpie. Emocje po lotach opadały powoli, człowiek całkowicie zresetowany wsiadał za kierownicę i wracał po wspaniałej wycieczce do domu.

Ten rok jest zupełnie inny. Klifu mogli doświadczyć Wybrańcy i to tylko przez kilka godzin. Poza tym wiatr tylko z południa z większymi odchyłkami od wschodu lub zachodu.

Również dzisiaj południowy wiatr z zachodnią odchyłką zagnał wszystkie FS-y z północy na zbiornik w Gniewinie. Dzisiejsza siła wiatru 10m/s dawała nieporównywalnie lepsze warunki do latania niż przed tygodniem. Chwilami zacichało do 8 a nawet 6m/s ale był to znak, że wchodziła termika za swoimi strasznie poszarpanymi i turbulentnymi krawędziami. Czasami starczało jej na kilka baz czasami na kilkanaście.  Radość była bezcenna.

Dzisiaj postanowiliśmy latać na lekko czyli nie balastować pod sam korek, żeby sprawdzić jak nasze modele będą się prowadziły w tych warunkach.  Frestylery Adama i Piotra były niesamowicie szybkie. Mój jakby z innej bajki.  W zasadzie wszystkie wyjazdy na zbiornik w tym roku wyglądały tak samo. Piotr i Adam zasuwali jak szaleni a mnie byle podmuch wytrącał z równowagi i model zupełnie się zatrzymywał. Później mozolnie musiałem go ponownie rozpędzać. Kolejny podmuch lub mój błąd w pilotażu i model o mało co nie spadał na ziemię. Spadał płasko jak latawiec urwany z holu ale za nic w świecie nie chciał iść do przodu jak kiedyś. Dzisiaj postanowiłem z tym skoczyć. Co kolejny lot wprowadzałem korekty w ustawieniach ale bez rezultatu lub jeszcze gorzej. Zdesperowany na koniec lotów minimalnie zmieniłem środek ciężkości i odczułem tak jak bym miał zupełnie inną maszynę do lotu. Prawidłowa reakcja na drągi, lot po pięknym torze i wreszcie prędkość, której tak nie mogłem się doczekać. Wreszcie mogłem latać ostro.

Dzisiaj wszyscy lataliśmy tak jak na zawodach. Nie odpuszczaliśmy ani na milimetr. Pierwszy odczuł to Piotrek eliminując część uzębienia w serwie. Chwilę później to samo spotkało Adama. Na placu boju pozostałem sam. Wprowadziłem kolejną minimalną korektę środka ciężkości, wyjąłem trochę balastu bo wiatr zaczął spadać na stałe do 6m/s i wykonałem swój ostatni prawidłowy lot.

Ten dzień był dla nas pełen doświadczeń. Po raz kolejny uczyliśmy się aktywnego rozpoznawania warunków i optymalizacji balastowania. Teraz moje zapiski z lat poprzednich zaczynają procentować bo może je weryfikować trzech pilotów latających takimi samymi modelami w tych samych warunkach. Okazuje się, że moje trzyletnie notatki pokrywają się odczuciami kolegów. Dzisiaj kolejna porcja zapisków. Zobaczymy jak sprawdzą się następnym razem 🙂

„Kuba”

Podziel się z innymi