Klif Festival

Klif Festival

Od piątku, kiedy odbył się ostatni trening kontrolowany na Klifie, jego wysokość codziennie podsyca pragnienie do polatania. I przyciąga nas swym magnetyzmem, bo kto spróbował choć raz tutaj polatać zrobi wiele by wracać tu częściej.

I nic w tym dziwnego skoro właśnie tutaj zatoka wypycha masy chłodniejszego powietrza na ścianę klifu, która zmienia jego kierunek nadając mu składową pionową adekwatną do jego prędkości poziomej. Tym właśnie zyskał Klif naszą sympatię.

Takie warunki pozwalają na latanie z większym balastem ( obciążeniem powierzchni) niż w innym terenie przy takim samym wietrze. Dość powiedzieć, że przy 2m/s można zaczynać latanie naszymi maszynami wyścigowymi. Do tego wszystkiego aura wyjątkowa, ciepło ale nie upalnie, wiatr ani nie za słaby ani ni za silny, dzień jeszcze w miarę długi, i tylko czasem glajty zakłócają spokój tego miejsca i roje małych muszek latające całymi stadami jak szarańcza co też widać na zdjęciach. Na szczęście nie są agresywne.

I pojawiają się codziennie, Stingery ,  Toxiki, Frystylery, Big Birdy, Dingo, Trynity, Ceres, Pike ,Storm,nawet  Ascot z Jeleniej, oraz rewelacje ostatnich dni Faleza i Respect, o innych wynalazkach już nie wspomnę.  Wszystkie modele oczywiście z ich zadowolonymi posiadaczami, którzy mogą się przewietrzyć, pogadać, pokosić trawkę, pozbierać śmieci, podpatrzyć mistrzów , albo nic nie robić.   Pojawiło się nawet towarzystwo z niektórych ruchów oporu, a to już niespodzianka.

Kierownik narzeka, że do Falezy Evo Turbo nie da się już więcej włożyć, bo może się rozlecieć, a serwomechanizmy już się rozklekotały, a po starcie wywija jak młody.

Piotr nie narzeka tylko ładuje w Toxa Short-a wszystko co ma i grzeje równo prowadząc model jak po sznurku.

Krzysiek dokłada lub wyjmuje balast z Dingo i pocina nad krawędzią coraz śmielej, aż do wysokości krzaków, które go zatrzymują. Staszek w Trynity ma ile ma i nie wkłada więcej bo i tak nie będzie latał wyczynowo.

Maciek, jakby zapatrzony w Staszka też nie wkłada, bo niby nie ma więcej balastu, a nóż jeszcze się Toxic rozpadnie bo szklany, chociaż model już się go słucha.

Paweł testuje Respecta w różnych warunkach ze stałym balastem 1kg bo mu się nie chce wyciągać, a myśli, że i tak jest najszybszy i jak pędzi na bazach tak i do lądowania.

Piotr w Sztorma wsadził ile miał i wyciskał z niego co fabryka dała, ale chyba osiągnął już prędkości graniczne.

Jakub ma swoje założenia i konsekwentnie sprawdza i poprawia to w lotach  Frystkiem 3 a to 4, z przewagą raczej na 4 z uwagi na to ,że ten lepiej zna amerykański, tajski, duński, niemiecki, austriacki, norweski i pewnie jeszcze kilka innych stylów (pilotażu).

Adaś gdzieś ukrył kultowego Toxica i też dosiadł Frystki w wersji trochę używanej , która lata i wersji żółtej co jak twierdzi nie lata, i to niestety dzięki mojej wydatnej pomocy, ale za to jutro już na pewno będzie lepiej bo słabe punkty zostały szybko ujawnione.

Ja zaś na początek uczyłem latać Precisiona po ostatnich naprawach. Szło na początku kulawo, potem po korektach ustawień dużo lepiej i z coraz większym balastem , aż do urwania dzioba przy lądowaniu, bo niestety jego kadłub chyba nie był na takie obciążenia przygotowany. Na szczęście mam jeszcze Stingera , który już trochę umie latać pozwala mi poszaleć z ciężarem nawet 3,5 kg czasem ścinając kępkę trawy na krawędzi, lub wierzchołek brzozy,  kiedy indziej stresując zblokowaną klapą, ale finał lotu czyli lądowanie bezpieczne.

Bardzo szkoda jednak naszego czasu,  który mógł być wykorzystany bardziej efektywnie, w lataniu na bazach. Piotr woził ze sobą sprzęt  bazowo-czasowy. Nie wykorzystaliśmy tego. Przy takiej frekwencji można było na luzie przećwiczyć latanie na bazach, ale ten entuzjazm , który był wyczuwalny dawniej u Bartka, Kuby czy innych chyba przygasł.

Wszyscy oczywiście czują gdzie są bazy, ja też ale tylko chyba. Na zawodach i tak każdy dostaje to w liczbach, a także w adrenalince , której na takim luzackim lataniu chyba nie osiągamy.

Może warto poprawiać własne wyniki? nie musimy od razu zostawać mistrzami Polski czy okolic.   Namawiam do kontynuowania tradycji treningów kontrolowanych, na początek niech każdy spróbuje pobić swój własny rekord życiowy.  Proponuję założyć tabelę takich wyników ale zgodnych z regulaminem F3F.  Mogą to być także rekordy konkretnych zboczy.  Bo wielu już dużo potrafi.

Na zdjęciach widać te bimbnięcia do nieba, których w górskich warunkach tak często jak tutaj nie da się poćwiczyć, i których zapewne koledzy z południa nam po cichu zazdroszczą. Ale dla nich klif też jest otwarty, czego świadkiem może być nasz gość Boguś, który mimo stresu pierwszych lotów Ascotem i lądowań na klifie nie mógł ukryć radości z tego jak się tu lata. A to po prostu jest uczta.

Waldek

Podziel się z innymi