Od rana na klifie

Od rana na klifie

Rano zapraszałem na Wschodnią bo tak pokazywał wskaźnik na Naszej stronie, a że pokazywał dobrze miałem okazję sprawdzić później na bulwarze w Gdyni.
Na szczęście, aby dojechać na Wschodnią muszę jechać blisko Klifu, a tu chorągiewki reklamowe pokazywały ,żeby jechać na Klif.
No i opłaciło się. Klif prawie pusty bo nikt nie latał , ale stał jeden samochód. Kombi z Warszawy więc pewnie modelarz, niestety popsuł coś w modelu i ucieszył się na mó widok bo przypadkiem miałem ze sobą ( jak zawsze) cyjano i mógł się podreperować.

Radość pełna była już od momentu wjazdu na klif bo wiatr okazał się odchylony poniżej 30 st na wschód i dawał około 6 m/sek, z tendencją do wzrostu.
Szybko zmotowałem Ceresa ,dałem mu na początek 900 g, ale okazało się za mało. Trzeba było wylądować, chociaż było szkoda bo model po zmianie ustawień i środka ciężkości latał płynnie, choć lotki jakby jeszcze były zbyt skuteczne.

Zrobiłem to niezgodnie z zasadami bo zmieniłem wiele ustawień na raz, w domu.Zanim wylądowałem próbowałem kilkakrotnie wylądować i udało się choć nie do końca za piątym razem. Niestety powstało kilka uszkodzeń kadłuba, i połówki skrzydła. Współtowarzyszka naszego gościa klifowego stwierdziła ,że ten model ładnie tak powoli lata nie tak jak te śmigacze , które widziała wcześniej na Żwirowni ( chyba Listwy i Kerownika). Znaczy się latam dużo wolniej? Ups niedobrze, ale może tak się Pani tylko zdawało bo Ceres nie świszczy, ale niech tam.

Dodałem na 4kg, ciężko było wypuścić model trochę nim szrpało, więc radio musiałem położyć na ziemię i rzucić model oburącz. I poszedł, bimbał pięknie, chociaż pod wiatr w prawo z zakrętem w lewo dużo lepiej niż z wiatrem w lewo i zakrętem w prawo.

Ale i tak wejście na bazę A tam gdzie zawsze ja stawiamy było już z niezłej wysokości i na całkem dobrym spidzie. Szło pięknie zakręty płyniej niż dwa dni wcześniej, i płasko i z bimbnięciem, po prostu bomba. Aż tu nagle……….., aż tu nagle model po nawrocie z wiatrem dziwnie się zachwiał ( przeciągnięcie ??) i wygrzał w zamarznięty piach na klifie. Pozostało tylko pozbierać kawałki i spakować model, o dziwo kadłub i usterzenie prawie nie ucierpiały. Balast w skrzydłach zrobił swoje i nie wytrzymały tak gwałtownej zmiany prędkości. Nie ma już modelu z potencjałem, ale pozostał tylko potencjalny pilot.

Tymczasem kolega początkujący posłatał swojego fornirka latającego na kierunku i wysokości, nalepił na nim trochę balastu i ruszył w przestrzeń.
Walczył skutecznie, lądował też nieźle a przy lądowaniu uszkodził tylko napęd steru wysokości, co na pewno później bez problemu naprawił.
Skończyłem po 11 a co było dalej to dopowiedzą koledzy , którzy pewnie tłumnie zjechali na klif.
Waldek

Podziel się z innymi