Tłumaczenie artykułu Franz’a Demmler’a z 12 nr. FMT

F3F w Polsce

Znane jest powiedzenie, że za górami też mieszkają ludzie. Prawdziwość tej starej mądrości potwierdziła mi się we wrześniu tego roku przy okazji wizyty w środowisku F3F w Polsce.

W sierpniu odwiedził mnie niespodziewanie w Dreźnie polski modelarz F3F z Gdańska Jakub Bury. Ponieważ biegle mówi po niemiecku, od lat śledził moje artykuły w FMT o F3F-ie i szukał kontaktu, aby wzbudzić moje zainteresowanie polskim F3F-em i doprowadzić do integracji ze środowiskiem zachodnioeuropejskiego F3F-a. Dużo przekonywania nie trzeba było, aby zmobilizować mnie, zdeklarowanego „nadmorskiego” latacza, do startu w najbliższych zawodach nad polskim wybrzeżem Bałtyku. Również pierwsze odwiedziny tamtejszej strony internetowej www.f3f-klif.pl wzbudziły moje zainteresowanie. Ponieważ sieć autostrad w Polsce jest dosyć słaba i powoduje, że trzeba brać pod uwagę długi czas jazdy samochodem, zdecydowałem się przetestować połączenia lotnicze do Gdańska. Z Drezna przez Monachium i z powrotem okazało się wygodnym rozwiązaniem. Inne próby pokazały, że z wielu miast Europy można dolecieć do Gdańska tanio i wygodnie. Ważny wymóg dla zapewnienia udziału w F3F Contest-Eurotur jest więc również spełniony.

Latanie na zboczu w Betlejem.

Jakub Bury, przez przyjaciół nazywany Kubą, odebrał mnie z lotniska. Ponieważ chciałem oblatać swój model, pojechaliśmy od razu na najbliższe zbocze w Betlejem. Miejsce rzeczywiście tak się nazywa i szybko dowiedziałem się dlaczego. Zbocze jest najsłabszym z będących do dyspozycji w okolicy miejsc i było, przy panujących wtedy słabych warunkach, możliwe do latania jedynie po modlitwie. Jedno było od razu jasne. Chłopaki mają dobre wyczucie F3F-a i wiedzą doskonale, o co chodzi w lataniu zboczowym. Wystarczy odpowiednio ukształtowany teren z dobrym „nawiewem”, najlepiej nad brzegiem morskim lub w pobliżu, i można zaczynać. Po treningu pojechaliśmy do pensjonatu w Mechelinkach, malowniczej nadmorskiej wsi z prawdziwym rybackim klimatem, bardzo podobnej do Vitt na Rugii obok Kap Arkony. Gospodyni przygotowała nam świeżą rybę prosto z kutra i pierwszy wieczór był suchy, ale nie do końca „o suchym pysku”.

Zawody…

…rozpoczęły się odprawą przed pensjonatem. Mimo słabej prognozy, przyjechało prawie 30 zawodników. Niestety nie mogliśmy latać w kultowym miejscu na klifie w Mechelinkach. Miejsce nadające się do latania przy zachodnim wietrze było oddalone o 40 km. Moją prywatną, „mówiącą po niemiecku” taksówką, był Sylvain Pfefferkorn i jego żona Monique. Sylvain pracuje dla dużej francuskiej firmy i należy do kierownictwa polskiego oddziału. Trzeba powiedzieć, że to środowisko ma do zaoferowania wiele ciekawych postaci. Oprócz macherów: Kuby- inżyniera i Bartłomieja Siudka – radiologa, nie żal było kierownikowi nadzoru ruchu lotniczego lotniska w Gdańsku, być do dyspozycji przez dwa dni jako pomocnik. Pierwszego dnia lataliśmy na wale elektrowni pompowo-szczytowej, co udawało się całkiem nieźle, mimo słabego wiatru. Niestety koło południa wiatr się odkręcił na północno-wschodni, co dało nam nadzieję na klif w Mechelinkach. Szybko spakowano całe wyposażenie, w pełni odpowiadające międzynarodowym wymogom, i udaliśmy się na odległe o 40 km zbocze. Niestety ze względu na zbyt słaby wiatr nie można było kontynuować zawodów. Zauważyć jednak trzeba niezbędną elastyczność, która jest wymagana przy zawodach F3F. Pocieszeniem było pierwszorzędne wieczorne grillowanie, składające się z samodzielnie przygotowanych, doskonałych składników. Następna kolejka lotów w niedzielę przy słabnących warunkach zakończyła zawody. Niestety gospodarze nie mieli okazji pokazać całego potencjału swojego regionu. Ryzyko braku wiatru jest stałym towarzyszem przy lataniu F3F. O tym zjawisku doświadczeni i wieloletni organizatorzy zawodów mogliby śpiewać pieśni. Położenie nad brzegiem morskim zwiększa jednak statystycznie szanse na rozegranie zawodów. Dzień zakończył się zwiedzaniem gustownie odrestaurowanego historycznego centrum Gdańska, wcześniej miasta hanzeatyckiego. Nie wyrządzę naszym niemieckim miastom hanzeatyckim krzywdy stwierdzając, że Gdańsk jest najpiękniejszym z tych, które dotychczas widziałem. Już samo to jest warte podróży. Nie mogę też nie wspomnieć o tym, że we wszystkich restauracjach jadłem doskonale.

Wymiar międzynarodowy

Od ponad 30-u lat lata się w Polsce F3F, ale od około 6 koledzy Jakuba Bury z Aeroklubu Gdańskiego poważnie się tym zajęli, kładąc duży nacisk na sportowy aspekt, z niezbędnym dla tej kategorii zaangażowaniem. W ten sposób osiągnęli bardzo wysoki standard. Dotyczy to płynnej i elastycznej organizacji, jak i poziomu najlepszych zawodników. Zaplanowany jest udział w zawodach międzynarodowych dla zbierania doświadczeń. W przyszłym roku na Rugii i w Hanstholm. Przyszłe zawody międzynarodowe mają do dyspozycji wiele pięknych startowisk, między innymi niedaleko leżącą Mierzeję Wiślaną. W międzyczasie postanowiono, że pierwsze zawody Contest-Eurotur są przewidziane na maj 2011 roku. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że sympatyczni organizatorzy wraz z Jakubem Bury poradzą sobie z tym doskonale. Dlatego namawiam do dobrego międzynarodowego uczestnictwa. Koszty nie mogą być wymówką. Dla krajów z walutą euro Polska jest bardzo tanim krajem. Tak więc wołam do naszych przyjaciół z Polski „Witajcie w europejskim F3F-ie”.

Dalsze informacje na stronie www.f3f-klif.pl. Kontakt mailowy do Jakuba Bury premiadlaciebie@interia.pl.

(autor: Franz Demmler 12/2010 FMT)
Podziel się z innymi